Dlaczego mydło jest ważniejsze od wódki, czyli o profilaktyce w dobie pandemii

Pierwsze miesiące 2020 roku upływają pod znakiem pandemii. Wiąże się z nią wiele obaw i niepewności, szczególnie dotyczących możliwości uchronienia się od zakażenia koronawirusem. Skąd wzięło się zalecenie częstego mycia rąk i czy rzeczywiście ma ono sens? Jak inaczej możemy uchronić się od zakażenia? Czy wirus SARS-CoV-2 jest we względzie profilaktyki w jakikolwiek sposób inny od wirusów, które już znamy?

O tym, czym jest wirus i jak jest  zbudowany, dowiecie się w artykule Ani. Warto tam zajrzeć, bo klucz do zrozumienia sensu mycia rąk – w kontekście obecnej pandemii czy profilaktyki chorób zakaźnych w ogóle – leży właśnie w budowie wirusa.

A mycie rąk? Ta praktyka ma swój początek dopiero w XIX wieku, w Oddziale Położniczym Wiedeńskiego Szpitala Powszechnego. Tamtejszy lekarz, Ignaz Semmelweis, zauważył, że wśród pacjentek, przy których były tylko położne, śmiertelność spowodowana gorączką poporodową jest niższa niż wśród tych, których porody odbierali studenci. Semmelweis przyjrzał się tej sytuacji i połączył w głowie plan zajęć studentów – którzy przed zajęciami klinicznymi mieli lekcje w prosektorium – oraz fakt śmierci swojego przyjaciela, który przegrał z chorobą bardzo podobną do gorączki poporodowej, jednak wywołaną przez zacięcie się brudnym skalpelem podczas sekcji zwłok. W klinice wystawił miskę z roztworem podchlorynu sodu, w której nakazał wszystkim pracownikom kliniki myć ręce przed kontaktem z pacjentkami. Spotkało go przez to mnóstwo niechęci, borykał się z wieloma przeszkodami, był ignorowany przez ówczesny świat naukowy, jednak to jemu dziś zawdzięczamy wiedzę o znaczeniu mycia rąk. Codziennie, nie tylko przed odebraniem porodu.

I choć Semmelweis proponował użycie środka dezynfekcyjnego, to dziś polecane jest głównie zwykłe mydło. Mydło to taki związek chemiczny, który powstaje z długich kwasów tłuszczowych, o przynajmniej 12 atomach węgla w cząsteczce. Ze względu na swoją budowę ma właściwości amfifilowe. Znaczy to tyle, że mydło jedną końcówką swojej długiej cząsteczki rozpuszcza się w wodzie a drugą – w tłuszczu. Ważna jest obecność właśnie tych dwóch rozpuszczalników – dzięki temu na powierzchni ich styku mydło może tworzyć micele. Micele możemy opisać jako kapsuły, w których brud z rąk jest zamykany i w nich, razem z pianą, spłukiwany do ścieków.

(Jeśli w tym miejscu wpadło Ci do głowy skojarzenie z płynem micelarnym do demakijażu to bardzo słusznie, ale o nim kiedyś jeszcze napiszę.)

Od Ani dowiedzieliście się, że cząsteczka wirusa jest otoczona błoną zbudowaną z lipidów. I to jest to miejsce, gdzie wykorzystujemy amfifilowe właściwości mydła. Można powiedzieć, że ono rozpuszcza „klej” (wiązania między tłuszczami), który cząsteczkę wirusa trzyma, oraz ten sam klej (wiązanie między lipidami budującymi wirusa oraz lipidami skóry naszych dłoni), dzięki któremu wirus może się przenosić na dłoniach. Czyli dzięki tej prostej czynności cząsteczki wirusa są odklejone od rąk, rozsypane i spływają do odpływu – zwycięstwo! Teraz jednak spójrz na swoje dłonie – skóra, która je pokrywa, nie jest gładka. Tworzy zagięcia, fałdki, zmarszczki, ma pory. Żeby do każdego miejsca dotrzeć, należy pamiętać o wszystkich przestrzeniach i powierzchniach (np. między palcami) oraz o tym, że trzeba dać mydłu czas na działanie. Aktualnie zaleca się, by mycie rąk trwało 30 sekund.

Dlaczego środki alkoholowe nie są aż tak dobre? Bo mydło jest łatwiejsze w użyciu. Potrzebujesz stosunkowo niewielkiej ilości tego środka, żeby pokryć całą powierzchnię dłoni. Alkoholowe produkty do dezynfekcji muszą mieć stężenie przynajmniej 60%, żeby zadziałać na otoczkę wirusa (czy to wystarczy, żeby zakończyć żarciki o dezynfekcji wewnętrznej za pomocą wódki?), w dodatku szybko wysychają, a też potrzebują czasu na działanie (które właściwie jest podobne do działania mydła – chodzi o rozpuszczanie tłuszczowej otoczki wirusa). Cała procedura dezynfekcji rąk też musi potrwać 30 sekund (jak mycie rąk mydłem), przy czym często okazuje się, że w jej trakcie trzeba dodać na ręce nieco środka dezynfekującego. Czyli środki alkoholowe są w porządku, ale jednak pamiętajmy o starym dobrym mydle. Wystarczy zwykłe, drogeryjne mydło, bo wydaje mi się, że dla każdego jest już jasne, że nie chodzi o żadne jego specjalne „antybakteryjne” dodatki.

Nie da się jednak myć rąk przez całą dobę. Nie jest możliwe dopilnowanie, żeby w żadnej minucie dnia na naszych dłoniach nie było chorobotwórczego drobnoustroju, dlatego kolejnym z kluczowych zaleceń w dobie pandemii jest niedotykanie twarzy. Kierowanie rąk w stronę naszych oczu, nosa i ust jest odruchem, którego zwalczenie wymaga pewnej koncentracji i samokontroli, jest jednak możliwe. Dzięki temu można wyeliminować ten moment, kiedy przenosimy wirusy wprost do naszych dróg oddechowych czy na błony śluzowe – i w ten sposób po raz kolejny utrudnić patogenom drogę zakażenia. Kontrola natrętnego dotykania twarzy jest też przydatna dla wszystkich tych, którzy walczą z uporczywymi niedoskonałościami na skórze – przez bezustanne drażnienie i pocieranie okolic nosa, policzków, podpieranie czoła, ocieranie oczu bardzo skutecznie roznosimy bakterie po twarzy i dokładamy do tego bakterie z dłoni – nowe krostki i zaskórniki gotowe! (Jeżeli korzystasz z dobrodziejstw kosmetyków do makijażu – ograniczenie dotykania twarzy poprawi trwałość podkładu, korektora i pudru. Rzucam wyzwanie!)

Wirus SARS-CoV-2, podobnie jak inne drobnoustroje wywołujące choroby układu oddechowego, przenosi się między ludźmi drogą kropelkową. Znaczy to tyle, że cząsteczki wirusa uwalniane są, gdy osoba zarażona kicha lub kaszle i podróżują na kropelkach wydzieliny dróg oddechowych. Jak daleko? Narażenie na zakażenie jest istotne, gdy osoba zarażona znajduje się w odległości mniejszej niż 1,5 metra przez dłużej niż 15 minut zwykłej rozmowy, jednak kichanie i kaszel tę odległość mogą zwiększyć. Dlatego tak ważne jest, żeby podczas kichania i kaszlu zakrywać usta i nos ŁOKCIEM lub chusteczką jednorazową – oraz (do znudzenia powtarzane) często myć ręce.

Na pewno każdy kilka tygodni temu słyszał o kryzysie maseczkowym – spanikowani Polacy wykupili zapasy maseczek, które to maseczki miały uchronić ludzkość przed zakażeniem koronawirusem. Był to błąd z wielu względów. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nie ma sensu nosić maseczki, jeśli jest się zdrowym – tę opcję zostawmy pracownikom ochrony zdrowia, którzy muszą się desperacko chwytać jakichkolwiek środków ochrony osobistej w dobie kompletnego ich niedoboru. WHO rekomenduje, by maseczkę zakładała osoba z objawami infekcji dróg oddechowych (kaszel, kichanie), jednak wśród swoich zaleceń dodaje, że noszenie maseczki jest tylko efektywne, gdy połączone z… tak, częstym myciem rąk wodą z mydłem (ewentualnie dezynfekcją środkiem na bazie alkoholu). Konieczna jest też wiedza, jak maseczkę zdejmować – gdy zdejmiemy ją w nieodpowiedni sposób, możemy doprowadzić do rozniesienia wirusów wokół. Jak zrobić to dobrze? Chwyć od tyłu za sznurki, nie dotykaj przodu maski, od razu wyrzuć do zamkniętego kosza i oczywiście umyj ręce wodą z mydłem. Należy też pamiętać, że taka maseczka jest jednorazowego użytku i należy ją zmienić jak tylko zacznie być wilgotna – ciepłe i mokre środowisko okolicy ust i nosa jest bardzo dobrym miejscem namnażania się drobnoustrojów, a to nie o ten efekt chodzi.

Jest jeszcze jeden aspekt profilaktyki zakażenia koronawirusem, choć dotyczy on tego, co pojawiło się już wcześniej. Z uwagi na to, że wirus przenosi się drogą kropelkową, bardzo ważne jest ograniczenie kontaktu z osobami, które, będąc nosicielami wirusa, same mogą zarażać innych. Stąd konieczność ścisłego przestrzegania kwarantanny według aktualnych zaleceń Ministerstwa Zdrowia oraz innych organizacji, unikanie skupisk ludzi oraz unikanie bezpośredniego kontaktu z osobami zakażonymi oraz wydzielinami ich dróg oddechowych. Są pewne grupy osób, które przeniosą wirusa bezobjawowo (np. dzieci), są też pewne grupy osób szczególnie narażonych na ciężki przebieg COVID-19 (np. osoby z obniżoną odpornością, obciążone chorobami przewlekłymi czy osoby starsze) – warto mieć to na uwadze planując najbliższe tygodnie. Z doświadczenia krajów Azji (Chiny, Korea Południowa) wiemy, że izolacja osób chorych i przebywanie osób podejrzanych o zakażenie na kwarantannie są metodami skutecznymi. Pomogą one zahamować rozprzestrzenianie się wirusa wśród ludzi i rozwój pandemii, musimy jednak ściśle się do tych zaleceń stosować. I wykazać się cierpliwością.

Ostatnie przypomnienie profilaktyczne – sprawdzaj wiadomości, które czytasz. Najlepszymi źródłami informacji o pandemii i SARS-CoV-2 są oficjalne strony organizacji, które zajmują się walką z chorobami. Podczas pisania korzystałam m.in. ze strony internetowej WHO, przydatne mogą być też strony Głównego Inspektoratu Sanitarnego, czy Ministerstwa Zdrowia – tam znajdziesz aktualne zalecenia.

 Podążaj za nimi, zachowaj spokój, #zostańwdomu i myj ręce.

 Źródła (wszystkie strony internetowe wg stanu na 18.03.2020):

  1. https://www.who.int – tu zawsze można znaleźć aktualne informacje
  2. https://www.who.int/emergencies/diseases/novel-coronavirus-2019/advice-for-public/when-and-how-to-use-masks – instrukcje dotyczące użycia masek na filmach
  3. https://www.cdc.gov/sars/about/faq.html – podstawowe pytania i odpowiedzi na temat SARS-COV-2
  4. https://gis.gov.pl/zdrowie/zasady-prawidlowego-mycia-rak/ – instrukcja prawidłowego mycia rąk, także na filmie
  5. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2446461/
  6. https://www.granicenauki.pl/historia-mycia-rak-czyli-trudne-narodziny-antyseptyki-151490
  7. https://www.cdc.gov/handwashing/show-me-the-science-hand-sanitizer.html
  8. https://www.vox.com/science-and-health/2020/3/11/21173187/coronavirus-covid-19-hand-washing-sanitizer-compared-soap-is-dope

Dlaczego mydło jest ważniejsze od wódki, czyli o profilaktyce w dobie pandemii
Tagi:            

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.